Rada Miejska Wrocławia zgodziła się, aby prezydent podpisał porozumienie z deweloperem planującym inwestycję mieszkaniową w rejonie ul. Kwidzyńskiej na Kowalach.
Miasto poprze projekt realizowany w trybie Lex Deweloper. W zamian inwestor ma sfinansować m.in. rozbudowę pobliskiej szkoły podstawowej, budowę łącznika pomiędzy ulicami Kwidzyńską i Kościerzyńską oraz rozpoczęcie realizacji Parku Kowalskiego.
Podczas sesji padł jednak argument, który trudno pozostawić bez komentarza.
„Przyciągajmy młodych ludzi, bo tylko oni nam zabezpieczą starość”.
Wiceprezydent Wrocławia Grzegorz Roman przekonywał radnych do poparcia inwestycji, mówiąc:
„Twórzmy nowe przestrzenie i przyciągajmy młodych ludzi, bo tylko oni nam zabezpieczą starość”.
To wyjątkowo uproszczona wizja rozwoju miasta.
Sprowadza politykę przestrzenną do prostego równania: więcej mieszkań oznacza więcej młodych mieszkańców, a więcej młodych mieszkańców ma zagwarantować dalszy rozwój Wrocławia.
Tyle że miasto to nie tylko mieszkania. To również miejsca pracy, szkoły, przedszkola, transport publiczny, tereny zielone, przestrzenie rekreacyjne, usługi i jakość codziennego życia.
Młodzi ludzie nie wybierają miejsca do życia wyłącznie dlatego, że deweloper wybudował kolejne osiedle. Wybierają miasta, w których można wygodnie pracować, wychowywać dzieci, odpoczywać i sprawnie się przemieszczać. Budowanie mieszkań nie może zastępować kompleksowej polityki miejskiej.
Postulaty mieszkańców pozostały bez odpowiedzi
Decyzja dotycząca porozumienia miała zapaść już miesiąc wcześniej. Wtedy sprawę wstrzymał e-mail przesłany przez Radę Osiedla Kowale. Rada osiedla nie sprzeciwiała się samej inwestycji, ale uzależniała swoje poparcie od uwzględnienia postulatów mieszkańców.
Wśród zgłaszanych oczekiwań znalazły się m.in.:
- zagwarantowanie budowy przedszkola na terenie nowego osiedla,
- zapewnienie dodatkowego wjazdu od strony al. Kochanowskiego,
- budowa mostu przez kanały Odry, który połączyłby Kowale z Zaciszem i dalej z Aleją Wielkiej Wyspy.
Po kolejnych rozmowach stanowisko miasta się jednak nie zmieniło. Postulaty mieszkańców nie zostały uwzględnione, a radni zgodzili się na podpisanie porozumienia w kształcie popieranym przez prezydenta.
Infrastruktura dopiero wtedy, gdy chce budować deweloper?
Wokół inwestycji przy ul. Kwidzyńskiej od początku powraca pytanie o sposób finansowania rozwoju miasta. Czy szkoła, park i nowe połączenia drogowe powinny powstawać dlatego, że od lat potrzebują ich mieszkańcy? Czy dopiero wtedy, gdy stają się elementem negocjacji z inwestorem planującym budowę kolejnego osiedla?
Tego rodzaju porozumienia są często przedstawiane jako rozwiązanie korzystne dla wszystkich stron. Deweloper uzyskuje możliwość realizacji inwestycji, która w normalnym trybie nie mogłaby powstać, a miasto otrzymuje fragment brakującej infrastruktury.
Problem pojawia się wtedy, gdy inwestycje publiczne stają się kartą przetargową, a mieszkańcy mogą jedynie zaakceptować pakiet przygotowany przez urząd i inwestora.
Czy tak powinien wyglądać dialog z mieszkańcami?
Sprawa Kwidzyńskiej nie dotyczy wyłącznie jednego osiedla. Pokazuje szerszy sposób podejmowania decyzji o rozwoju Wrocławia.
Mieszkańcy zgłosili konkretne postulaty. Część z nich została odrzucona jako zbyt kosztowna lub niemożliwa do realizacji. Ostatecznie jednak miasto zdecydowało się kontynuować porozumienie z deweloperem bez istotnej zmiany jego warunków.
Trudno więc nie zadać pytania, czy głos mieszkańców rzeczywiście miał wpłynąć na kształt inwestycji, czy jedynie został wysłuchany przed podjęciem wcześniej założonej decyzji.
Rozwój miasta nie powinien oznaczać automatycznej zgody na każdą kolejną inwestycję mieszkaniową. Powinien oznaczać zachowanie równowagi pomiędzy zabudową, infrastrukturą publiczną, funkcjami gospodarczymi i jakością życia osób, które już dziś mieszkają w danej części Wrocławia.