Wracamy do tematu stoczni przy ul. Michalczyka. Czy naprawdę doszliśmy już do ściany?
We Wrocławiu trwa rozbiórka ostatniej działającej stoczni remontowej. Sprzęt jest cięty i sprzedawany na złom. W jej miejscu deweloper chce zbudować ok. 450–490 mieszkań.
Problem w tym, że zgodnie z obowiązującym MPZP mieszkań budować tam nie można – plan przewiduje w tym miejscu funkcję przemysłową i działalność gospodarczą. Dlatego inwestor chce skorzystać ze specustawy mieszkaniowej, czyli Lex Deweloper.
Warto przypomnieć, że teren stoczni przez lata był dzierżawiony od gminy Wrocław, a dokładniej od miejskiej spółki Ekosystem. To ona wypowiedziała stoczni umowę. Jej prezes, Paweł Karpiński, zapewniał wtedy publicznie, że „na ten teren nie czyha żaden deweloper”. Dziś stocznia znika, a w magistracie analizowany jest pre-wniosek dewelopera Megapolis dotyczący budowy osiedla.
Dodajmy, że w ostatnich dniach spółkę Ekosystem odwiedzili funkcjonariusze CBA. Na razie nie wiadomo, czy ma to jakikolwiek związek z tą sprawą.
Pytanie jest szersze: co jeszcze zburzymy i zlikwidujemy, żeby powstało kolejne osiedle?
Bo jeśli każdy wolny grunt i każda działająca firma prędzej czy później trafia w ręce dewelopera, to jak w tym mieście ma funkcjonować przemysł, infrastruktura techniczna czy realna gospodarka?
Szalone tempo zabudowy mieszkaniowej na każdym skrawku wolnej ziemi zaczyna niszczyć gospodarcze podstawy Wrocławia. A miasto to nie tylko mieszkania. To także miejsca pracy i działalność gospodarcza.
Więcej w artykule Gazeta Wrocławska => Trwa rozbiórka ostatniej stoczni we Wrocławiu. Czy zbudują tam kolejne osiedle?